sobota, 11 października 2014

Prolog



Był piękny dzień. Słońce było wysoko na nieboskłonie i malowniczo odbijało swoje światło od białego śniegu.
W przydrożnej gospodzie zebrało się wielu ludzi. Głównie dzieci, a były to dzieci, które nigdy nie widziały zimy, ani wojny pięciu królów. Pochodziły z pobliskich wiosek. Były dziećmi kowali, stajennych, kurew, rolników, służących, czy innych nikomu ze szlachciców nie znanych ludzi. Błagały siedzącego przy pieczeni wędrowca, by opowiedział im jakąś historię.
Na pierwszy rzut oka widać było, że mężczyzna wiele w życiu przeszedł. Siatka zmarszczek niczym pajęczyna pokrywała jego twarz, a jego łagodne, błękitne oczy spoglądały na dzieci spod siwych, krzaczastych brwi. Jego sięgające jeszcze dłuższej brody, siwe włosy opadały na czoło i wpadały do błękitnych jak ocean oczu. Co chwila musiał je odgarniać pokrytą ciemniejszymi plamami, lekko drżącą dłonią.
Dziwny to był starzec. Przypominał nieco swoim ubiorem i wyglądem żebraka, jednak nie był nim. Mężczyzna miał wystarczająco pieniędzy przy sobie żeby zapłacić gospodyni z góry za siedem noclegów i od trzech dni płacił za posiłek dla siebie i dla dzieci, które przychodziły go słuchać. Wina nie pił. Tylko wodę.
Słysząc prośby dzieci mężczyzna uśmiechnął się pod nosem z pobłażaniem, przełknął kęs mięsa który miał w ustach i zapytał:
- A o czym dziś chcecie usłyszeć opowieść?
- O tym jak jakiś odważny rycerz uratował piękną księżniczkę... - powiedziała z rozbrajającym uśmiechem drobna, ruda dziewczynka siedząca najbliżej staruszka, po czym odgryzła pokaźny kawałek bułki którą trzymała w swoich maleńkich, brudnych dłoniach.
- Wcale nie! - zawołał któryś z chłopców kowala szturchając ją w ramię.
- O pojedynkach! - zawołał jego brat.
- O przygodach!
- Walkach z potworami!
- O księżniczkach!
Staruszek zaśmiał się pod nosem.
- A co powiecie na opowieść która będzie łączyć w sobie wszystko? Będzie ona o pięknej szlachciance pochodzącej z północy, tak jak wy... Będą tam i pojedynki o honor i pojedynki o damę serca i waleczni rycerze i bogaci lordowie i zła królowa i nawet potwory, a cała historia wydarzyła się naprawdę.
Dzieci spojrzały po sobie. Zgodziły się. Usiadły wygodnie i przeżuwając bułki, które dała im do zjedzenia gospodyni na prośbę podróżnika patrzyły z wyczekiwaniem na staruszka.
Siedzący w gospodzie dorośli też przycichli trochę. Już kilka dni temu zauważyli, że historie tego dziwacznego starca są niezwykle ciekawe. Gospodyni podała ostatni talerz z parującą pieczenią i usiadła na stołku również spoglądając na starca.
- A więc nasza Mała Łania, bo tak nazywano Lady Alys Karstark... - zaczął opowieść.
- a dlaczego nazywali ją łanią? - spytała siedząca obok ruda dziewczynka patrząc na niego tymi swoimi wielkimi, zielonymi oczami. Bardzo przypominała mu pewną kobietę którą tak bardzo kochał.
- Tego nikt do końca nie wie, moja droga Ygritte...
- Ale... Ja mam na imię Lysa - powiedziała dziewczynka marszcząc brwi.
- Tak, tak... Przepraszam. Po prostu strasznie mi kogoś przypominasz. Powiedział uśmiechając się nieco. - A więc, moja droga... Lyso wersji jest kilka. Niektórzy mówią, że to z powodu jej daru. Umiała ona bowiem wchodzić w ciało zwierząt i wchodzić to co one. Inna wersja mówi, że nazywały ją tak dzieci Starków i jej starszy brat, Eddar, ponieważ wzbudziła sympatię pewnego Baratheon'a, Króla Roberta. Król był nią oczarowany głównie dlatego iż niezwykle przypominała jego niedoszłą żonę. Mnie się jednak wydaje, że była tak nazywana po prostu dlatego, że była zgrabna, zwinna, piękna i niezwykle trudno było ją złapać. Wiele lat temu wielcy lordowie, dumne damy i zacni rycerze postanowili sobie urządzić polowanie... Na nią. Polowanie na Małą Łanię.




2 komentarze:

  1. Uwielbiam GoT zarówno książki jak i serial i bardzo się cieszę że powstaje jakieś ff na tej podstawie. Zapowiada się bardzo ciekawie. Przeczytałam wszystkie karty i prolog, i zżera mnie ciekawość. Pisz szybko!

    Ps. Czy ten starusze to Jon? O.o
    Ps.2 Mam tylko jedną uwagę... Mógłbyś zmienić czcionkę, bo ciężko się czyta. Poza tym piękny szablon *.*

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam i na wstępie dziękuję za komentarz na moim blogu. Miło mi, że poświęciłaś czas na czytanie, choć dużo czasu upłynęło odkąd opublikowałam "ślubny" rozdział i właściwie postanowiłam już sobie na dobre odpuścić pisanie kolejnych. Fanfiki związane z Pieśnią Lodu i Ognia są rzadkością i nie są popularne tak jak te o wampirach czy H. Potterze, więc o czytelnika niełatwo. Może jednak się jeszcze zmobilizuję, choć zaczęłam już pracę nad zupełnie innym opowiadaniem i ciężko będzie się rozdwoić, a czasu mam niestety niewiele.
    Jestem natomiast jak najbardziej zainteresowana Twoim fanfikiem. Chętnie poczytam o Alys, bo choć u Martina jej niewiele, to dość fajnie ją nakreślił. Masz pole do popisu rozwijając historię tej postaci. Życzę więc owocnych pomysłów, weny i czekam na rozdziały. Postaram się komentować na bieżąco, ale - jeśli nie masz nic przeciwko - proszę, żebyś mnie informowała mailowo, jak już coś zamieścisz. Rzadko już wchodzę na blogi, więc mogę zapomnieć.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Daj prezent trybutowi!